Inne Galerie

Czerwone Wierchy - Orla Perć, 28 - 29.07.2012

Poszliśmy w Tatry. Jak przed rokiem, ci, którzy tak nie szli albo ci którym było mało.      Dziewięć osób różnie dochodziło na Kasprowy. Magda, Kaśka, Dorota i Agnieszka przez Czerwone W., reszta różnymi ścieżkami według uznania. Straszyły groźne chmury i grzmoty ale na tym się skończyło.
            Wcześnie zalegliśmy do snu, wyznaczając sobie wyjście drugiego dnia na godzinę piątą. Rano pogoda niepewne, mocno duje, słaby opad. Szóstka wychodzi, trójka 2 godziny później bo do załatwienia sprawy formalne.
            Silny wiatr osłabia tempo ale z czasem robi się ładnie, od Świnicy słońce i chwilami upalnie. Trójka schodzi z Zawratu do Murowańca, Grzegorz z Koziej (problemy żołądkowe), koleżanki Żlebem Kulczyńskiego. Najdalej doszedł Staszek bo do Krzyżnego.
             On i dziewczyny najbardziej odczuli skutki krótkiej ale gwałtownej burzy z gradem która po południu się zjawiła nad Tatrami. A jedzenie w Murowańcu to nagroda za wysiłek, chociaż coraz droższa.